Najłatwiej jest kogoś ocenić. Najprościej dopiąć mu łatkę. Najszybciej jak tylko można „zgasić”, ostatni płomyczek nadziei…
Dlaczego tak postępujemy? Dlaczego nigdy nie damy sobie tego trudu by spojrzeć w głąb siebie i odnaleźć sytuację ze swego życia, która była podobna? Wystarczy wtedy spytać samego siebie: czego oczekiwałem w tej sytuacji od znajomych, rodziny i przyjaciół? Czy były to „złote rady”? Czy poprostu chciałem by oni byli przy mnie niezależnie od tego jaką decyzję podejmę?
Najtrudniej zawsze zrozumieć motywy decyzji, jakie ktoś podejmuje. Za każdą decyzją stoją godziny przemyśleń oraz doświadczenia z przeszłości. Za każdą decyzją stoją zarówno uśmiech i łzy. Powiesz głupota… Odpowiem Tobie, że nie. To jest WIARA. Wiara w to co po ludzku wydaje się niemożliwe…
Mówisz, że psuję sobie życie tymi decyzjami… Tak jakbyś Ty nigdy sobie życia nie popsuł…
10 lat temu, w jeden marcowy piątkowy poranek można by rzec dostałam drugie życie. Mimo, że auto nie nadawało się do użytku i było skasowane, ja wyszłam z tego tylko z kilkoma siniakami…. Brakowało niewiele by skończyło się o wiele gorzej. Do tego momentu też myślałam, że mogę wszystko, że mogę każdego oceniać swoją własną miarą, że po co mi drugi człowiek… Złość, frustracja i takie tam. I w tym wszystkim JA jako ta najważniejsza…
Dopiero wtedy dociera do Ciebie, że to Bóg dał Tobie kolejną szansę, by być kimś lepszym. Tak samo teraz, kiedy Twoje decyzje są niezrozumiałe dla innych, ty właśnie w Nim pokładasz ufność i nadzieję. To właśnie przed obrazem Matki Bożej Pocieszenia klękasz i prosisz o łaski… Wiesz, że nawet jeśli nie otrzymasz tego o co prosisz Ona pomoże Tobie iść dalej. I ufasz, bezgranicznie ufasz…
Dlatego proszę: nie oceniaj mnie. Nie wiesz co przeszłam by być w miejscu, w którym jestem. Nie wiesz co ukształtowało mnie, by być tym kim jestem… Nie wiesz co czuję…
Dlatego daj mi żyć po swojemu! To Ja a nie Ty poniosę konsekwencje swoich czynów…