No właśnie. Co wtedy? Zastanawiałeś się może nad tym? Pytanie, które powinniśmy sobie raz na jakiś czas zadać…
Dziś jesteśmy. Wprowadzono restrykcje i ograniczenia. I co dalej? Jakie będą kolejne dni?
Czasami zastanawiam się ile z takiej lekcji jesteśmy w stanie zapamiętać? Ile osób docenić, za ich bezinteresowną troskę i obecność? Ile czasami trzeba by w pełnym technologii świecie, przy tym galopie i braku czasu na nic, dostrzec drugiego człowieka??!!
Spytasz czy się nie boję? Boję się… O siebie, o swoją rodzinę, o tych których w moim życiu dotąd poznałam, o tych którzy są z różnych powodów bliscy memu sercu. Mimo tego strachu byłam dziś na Mszy Świętej. Mszy, która jak na niedzielę była zupełnie inna. Prawie pusty Kościół, brak kazania… Wszystko niby takie same a jakże inne.
Nie jestem płaczkiem, który na każde zawołanie ma łzy w oczach… Ale dziś w czasie Mszy i one się pojawiły…
W takich momentach człowiek dostrzega jak to wszystko co go otacza jest ulotne… Jak mało ważne jest to co mamy materialnego. Jak ważne są relacje z drugim człowiekiem… Nawet tym, którego dobrze nie znasz… Jak niewiele trzeba by to wszystko runęło jak domek z kart….
Dziś jesteś, a jutro to właśnie możesz być Ty…
Dlatego dbajmy o siebie nawzajem. Nawet jeśli żywisz do kogoś urazę i nie masz najmniejszej ochoty by choć trochę ten kontakt ocieplić… Pomyśl co byś zrobił /zrobiła gdyby tej osoby jutro już miało nie być? Pomyślcie, czy warto rwać sobie włosy z głowy i zaklinać rzeczywistość że czegoś nigdy nie zrobicie, po to tylko by za kilka chwil tego żałować?
Podejrzewam, że wielu z Was skrytykuje mnie za to, że byłam dziś w Kościele na Mszy Świętej… Moja decyzja była przemyślana i nie mogłam dziś postąpić inaczej ❤️🙏
Pamiętajcie, że „ubi thesaurus tuus, ubi cor tuum” czyli tam skarb twój, gdzie serce twoje ❤️ ufajcie i wierzcie 🙏❤️ i nigdy nie traćcie nadziei 💓