sobą być…

Niedziela, kolejny listopadowy dzień… w ręku mój ulubiony różowy kubek z herbatą, na stoliku świece… w sercu spokój…

niestety to by było zbyt piękne i zbyt idealne. Mając swoje zdanie, zgoła odmienne od innych, postepując inaczej niż pozostali – uznana zostajesz za „dziwoląga”…. kogoś kto nie idzie z duchem czasu, a cofnął się kilkaset lat wstecz…

publiczne wyrażanie swojego zdania, nie zjednuje Tobie ludzi… wręcz przeciwnie, Ci którzy jeszcze chwilę temu byli z Tobą, dziś są przeciwko Tobie… Ci, którzy winni dać Tobie oparcie, po raz kolejny wbijają szpilkę prosto w serce…. No bo jak można publicznie przyznawać się do odmawiania różańca, być przeciwko aborcji /tu nie ma wyboru…/

kolejny raz zostajesz sama… przynosząc wstyd innym…

i kiedy o tym wszystkim myślę, przychodzi mi do głowy tylko jedno… skoro aż tak Tobie/Wam przeszkadza to jaka jestem i czym się w życiu kieruje…to droga wolna…nikt na siłę Ciebie przy mnie nie trzyma, nikt nie musi do niczego się zmuszać, ani też mnie akceptować…

dziś wyjątkowo większość z Was pokazała, gdzie tak naprawdę jest moje miejsce… najlepiej o nic nie pytać, nic nie mówić… być nikim w świecie…

niestety nie potrafię być kimś takim, nie potrafię nie mieć zdania, nie mieć uczuć… nie potrafię udawać i być taką jaką Ty/Wy chcecie mnie widzieć…

nigdy nie będę tworem Waszych wyobrażeń… nie będę taka jakiej mnie chcecie…

jestem i będę sobą… tylko od Was zależy to jakie miejsce w Waszym życiu zostanie dla mnie…

powodzenia tym wszystkim, którzy beze mnie dadzą sobie radę, tym dla których jestem niewygodna, bo za dużo pytam, za dużo chcę wiedzieć… jesli tylko w tym jest problem, to zastanówcie się o co tak naprawdę Wam chodzi…

przykre, kiedy ktoś komu ufasz i wierzysz, mimo, że masz tysiące powodów by Go skreślić, odwraca się od Ciebie, bo taki ma kaprys… bo tak zwyczajnie jest najwygodniej… nie spodziewałam się tego dziś i dlatego może to boli podwójnie… a łzy niestety tylko płyną… i mimo, że nie chcesz – przestajesz wierzyć w drugiego czlowieka…

nie było idealnego popołudnia, może będzie idealna noc?… kto to wie…

„When I am down and, oh my soul, so weary When troubles come and my heart burdened be Then, I am still and wait here in the silence, Until you come and sit a while with me. You raise me up, so I can stand on mountains You raise me up, to walk on stormy seas I am strong, when I am on your shoulders You raise me up to more than I can be…”

Dodaj komentarz