362 dni później…

Zmęczona i zrezygnowana, zapłakana… Taka jawi się Ona w ten niedzielny wieczór… Bezsilna na to co ją otacza, wzrok zwraca ku górze… Bo tylko tam jest jej siła i pomoc, ukojenie i spokój…

Jest wiele rzeczy o których w tej chwili powiedzieć Wam nie mogę. Wiele uczuć, dla nikogo nie zrozumiałych i emocji, które wstrząsają moim ciałem.

Jest wiele dróg, którymi chciałabym iść…

O tym wszystkim wie tylko on… Zeszyt, do którego wracam po 362 dniach… Sekretne zapiski i prawdziwa ja 😔

Dodaj komentarz