Listopad…

Miesiąc zadumy i refleksji. Nasze myśli biegną ku temu, co było i minęło, co jest… W tej zadumie myślimy też o tym co jeszcze przed Nami. Ile dni, chwil i momentów Nam zostało.

Za ks. Janem Twardowskim możemy powtórzyć „Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą…” bo to co mija, już nigdy nie wróci. Każda sekunda, minuta, godzina… Bezpowrotnie Nas od tego odcina. Zostają pytania bez odpowiedzi. Myśli, które nigdy nie zostaną ubrane w słowa… Słowa, których nigdy nie wypowiedzieliśmy… Odpowiedzi, których nie usłyszeliśmy… Gesty, które ugrzęzły między tym co chcieliśmy zrobić, a czynem który był zgoła odmienny…

Kiedy „chcę” było tylko słowem… Wszystkie te momenty, kiedy liczyłem się tylko „Ja” i nic więcej… Wszystko to zawieszone w przestrzeni, której już nikt i nic nie jest w stanie zmienić.

Odchodzimy, umieramy. Pozostaje nieznośna cisza i telefon głuchy… I jedno pytanie: czy tak właśnie miało być? Czy nie mamy sobie nic do zarzucenia?

Bo czasami jakaś cząstka Nas umiera już za życia…

Dodaj komentarz